
Skutki publikacji makroekonomicznych, które w ostatnich dniach napłynęły z USA, mogą mieć trwalszy charakter. Wywołujące poczucie zawodu dane mają szansę doprowadzić do odreagowania na rynkach akcji i umocnienia amerykańskiej waluty. Jednakże troska o gospodarkę zza oceanu blednie w obliczu problemów Grecji. Czwartkowa sesja jest dowodem na to, że inwestorom bardzo zależy na zwyżkach. Jednak chęć odreagowania spadków nie ma pokrycia w sprzyjających okolicznościach. Dzisiaj okaże się, na ile byki są zdeterminowane, żeby wypchnąć indeksy w górę i czy mają wystarczająco dużo siły.
W czwartek na parkiecie mogliśmy obserwować efekt odbicia, którego pierwsze symptomy wystąpiły już w środę. Taki zwrot notowań stanowił miłe urozmaicenie po utrzymujących się od początku maja spadkach. Niestety, chociaż odreagowanie trwało przez większą część sesji, efekt końcowy popsuły niekorzystne publikacje makroekonomiczne. Ze sprawozdania z ostatniego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej wynika, że władze monetarne przystąpią do podnoszenia stóp procentowych dopiero po zakończeniu II rundy poluzowania ilościowego. Wyprzedaż zgromadzonych do tej pory aktywów, których wartość opiewa na 2,4 bln USD, nie powinna mieć miejsca wcześniej. W środę byki odpoczywały po spadkach, które wcześniej wdały im się we znaki. Końcówka wtorkowej sesji na Wall Street i zwyżkujące notowania na azjatyckich parkietach pozwalały sądzić, że dzień na giełdach przebiegnie pomyślnie. Wydaje się, że uczestnicy rynku w USA nie wiedzą, czy spadek cen towarów wziąć za dobrą monetę. Świadczy o tym fakt, że we wtorek rynek akcji nie stracił mimo niekorzystnych publikacji gospodarczych. Obawa przed spowolnieniem koniunktury wywołała obniżkę cen surowców, ale jednocześnie stanowi bufor, chroniący przed presją inflacyjną, która z kolei mobilizuje banki do podnoszenia stóp procentowych. We wtorek na giełdach w dalszym ciągu przeważały spadki. Korekta nabiera coraz większego rozmachu. Parkiety na Wall Street i we Frankfurcie, a także polski indeks dwudziestu największych spółek, od początku maja są już ok. 3 proc. na minusie. Poniedziałkowa zwyżka notowań na GPW była przede wszystkim zasługą dobrych notowań PKO BP. Wiosenne szczyty dały wsparcie indeksom WIG i WIG20, ale mimo to niedźwiedzie nie dawały za wygraną. Zmiany cen sprawiały wrażenie chwilowego odbicia, a nie trwalszego ruchu w górę. Pierwszy dzień notowań okazał się dla inwestorów stresujący. Tuż po rozpoczęciu sesji WIG20 dzieliło zaledwie 10 pkt. od poziomu 2800 pkt. Złamanie tego oporu mogłoby doprowadzić do gwałtownych zmian indeksów, tym bardziej, że nastroje na zachodnich giełdach nie napawały optymizmem. W ciągu najbliższych dni poznamy szereg publikacji, dotyczących koniunktury gospodarczej w Polsce w kwietniu. Niemalże wszystkie odczyty z marca przyniosły rozczarowanie, z tego względu inwestorzy mogą przywiązywać dużą wagę do najnowszych danych i wykazać szczególną wrażliwość na pogorszenie kondycji polskiej gospodarki.