
W piątek udało się zatrzeć złe wrażenie po słabych notowaniach surowców. Sytuację uratowała publikacja ze Stanów Zjednoczonych. Okazało się, że utworzono dużo więcej miejsc pracy niż zakładali analitycy. Rynek akcji zalała fala zniżek, która nie miała podobnego natężenia od marca. Wśród surowców nastąpiła wczoraj największa przecena od 2009 r. Trudno szukać przyczyn tego stanu rzeczy w jednym, konkretnym czynniku.
Telenowela o danych gospodarczych w dalszym ciągu cieszy się dużym zainteresowaniem. Ponieważ scenariusz nie jest pozytywny, widzowie są niezadowoleni i na parkietach uwidaczniają się zniżki. Ostatnie rekordy mogą już odejść do lamusa. Niedawno członkowie Fed zapewniali o chęci zachowania luźnej polityki pieniężnej, ale ich deklaracje mogą nie wystarczyć do podtrzymania hossy. Pomimo wprowadzenia słów w czyny, światowe gospodarki, z amerykańską na czele, borykają się z problemami, które przerastają je. Ponad połowa polskich eksporterów i importerów, 57 proc., przejawia optymistyczne nastawienie do wzrostu obrotów. Jedna trzecia osób z tej grupy nastawia się na przychody na niezmienionym poziomie. Do takich wniosków prowadzą badania nastrojów w handlu HSBC. Zachowanie światowych parkietów sugeruje, że tradycji stanie się za dość i maj przyniesie odreagowanie na giełdach. Za wcześnie jest jednak, aby wyciągać jednoznaczne wnioski, chociaż nie ulega wątpliwości, że korekta na rynkach, zwłaszcza tych dojrzałych, byłaby wskazana. Nie powinna ona jednak mieć gwałtownego przebiegu. Rząd nie poprzestaje na podnoszeniu stóp procentowych. Wymienia na rynku euro, które pochodzi z UE i emituje obligacje, nominowane w walutach. Działania te zmierzają to zmniejszenia presji inflacyjnej poprzez umocnienie złotego. Tydzień po świętach nie trwał długo. Nie dość, że skrócił go drugi dzień Wielkiej Nocy, to odchudził go także królewski ślub w Wielkiej Brytanii. Jeżeli do rachunku doliczymy długi weekend na GPW i wielu innych giełdach, obraz może zapowiadać się nieciekawie. Tak istotnie wygląda rzeczywistość, chociaż nie sposób pominąć pewnych wyjątków. Przeciętnie siedem razy zmieniamy pracę, ale okres zatrudnienia u jednego pracodawcy statystycznie trwa aż dziesięć lat. Zazwyczaj najbardziej spełnia nasze oczekiwania trzecia praca. Co trzeci absolwent studiów wyższych nie ma podpisanej umowy o pracę. W czwartek słabe publikacje makroekonomiczne w USA nie były w stanie powstrzymać tamtejszych indeksów od pobicia rekordów hossy. Czyżby nastąpił okres, w którym złe wieści są brane za dobrą monetę, a dobre – uznawane za nieszkodliwe?