W poniedziałek na europejskich parkietach utrzymywały się wyśmienite nastroje. Mimo to indeksy polskim spółek wypadły nad wyraz słabo na tle reszty kontynentu. Niepowalające wyniki można złożyć na karby chwilowego przestoju. Ataki na Libię to kolejny czynnik pozagospodarczy, który należy uwzględnić w prognozach inwestycyjnych. Naloty sił zbrojnych mają na celu odebranie władzy Kaddafiemu i unormowanie sytuacji w tym państwie. Tymczasem na rynku funduszy akcyjnych nastąpił największy od lipca 2010 r. odpływ pieniędzy.
W piątek emocje inwestorów opadły. Na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych utarło się, że największy ruch panuje w ostatniej godzinie przed zamknięciem. Tak było i tym razem. Podczas posiedzenia grupy G7 ministrowie finansów oraz szefowie banków centralnych postanowili wprowadzić środki, zmierzające do osłabienia JPY. Rada Bezpieczeństwa ONZ wprowadziła zakaz lotów nad Libią, co jest równoznaczne z interwencją wojskową w tym kraju. Dzisiejsze publikacje makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych nie były jednoznaczne. Wystarczyły jednak, aby wesprzeć zniżkujące ostatnio indeksy. Sam Nikkei zyskał 5 proc. Dzisiaj za franka szwajcarskiego płacono 3,27 zł. Ostatnio CHF był tak drogi w lutym 2008 r., kiedy żniwa zbierał kryzys gospodarczy w światowej gospodarce. Szwajcarska waluta jest o krok od ustanowienia nowego rekordu, osiągnięcia wartości zbliżonej do 3,3 zł. Przecena z ostatnich dni nie należy do najmniejszych, ale nie zanosi się na szybkie odrabianie strat. Brakuje danych, które dawałyby powody do optymizmu. Wydarzenia takie jak kataklizm w Japonii oraz niektóre dzisiejsze publikacje nie rokują dobrze. Dziś od rana obserwujemy gwałtowne odreagowanie na tokijskiej giełdzie. To, czego we wtorek pozbyli się uczestnicy rynku, dzisiaj próbują odebrać z nawiązką. Wczoraj nastąpił 10 proc. spadek, w dniu dzisiejszym udało się już odrobić 6 proc. strat. Inwestorzy potrzebowali kilka dni, aby dotarła do nich skala zniszczeń w Japonii. We wtorek światowe giełdy gwałtownie zareagowały na kataklizm w Kraju Kwitnącej Wiśni. Azjatyckie giełdy podłamała informacja o groźbie promieniowania z płonących elektrowni atomowych w Japonii. Nikkei zniżkował o przeszło 10 proc., w Hong Kongu i na Tajwanie notowania spadły o ponad 3 proc.