Warszawska giełda nie ma siły, by rosnąć
![]() |
Bez amerykańskiego przewodnika na giełdach działo się dobrze przez jeden dzień. Dziś perspektywa powrotu do gry inwestorów zza oceanu wyraźnie hamowała zapędy na pozostałych parkietach. Niewiele się więc działo na rynkach akcji.
Waluty
Po trwającej prawie półtora dnia konsolidacji w okolicach nieco ponad 1,43 dolara za euro, dziś od rana amerykańska waluta zaczęła dość gwałtownie słabnąć. W ciągu kilkudziesięciu minut kurs euro przekroczył poziom 1,44 dolara, najwyższy od początku sierpnia. Około południa za euro trzeba było już płacić niemal 1,45 dolara.
Złoty skorzystał z osłabienia amerykańskiej waluty tylko częściowo. Dolar taniał około południa w porównaniu do poniedziałku o około 2 grosze i za „zielonego” trzeba było płacić nieco ponad 2,83 zł. W przypadku euro i franka zmiany nie były już tak korzystne. Wspólna waluta nie zmieniła ceny i można ją było kupić po 4,09 zł, choć w ciągu dnia wahała się ona od 4,08 do 4,1 zł za euro. Frank zaś nawet nieznacznie podrożał w porównaniu do wczorajszego zamknięcia i trzeba było w południe płacić za niego prawie 2,7 zł. Pod koniec dnia złoty zyskał wobec głównych walut po około 1 - 2 grosze.
Podsumowanie
Nasz rynek dziś nie zachwycał. Gdyby nie drożejące surowce, które bardzo pomagały akcjom KGHM i PKN Orlen, mielibyśmy do czynienia z jeszcze gorszym obrazem. Wskaźniki małych i średnich firm, nie mające tak zacnych obrońców, ledwie utrzymywały się w okolicach zera i dość szybko zeszły na minusy. Więksi koledzy spadek zaliczyli dopiero w końcówce sesji. Odreagowanie niedawnych spadków zdaje się więc wygasać i nie widać siły, która miałaby ten proces odwrócić. Bardzo niskie obroty, utrzymujące się od kilku dni, wskazują, że kapitał zagraniczny nas opuścił, a bez niego jakoś naszym bykom brakuje wigoru.
Podobne artykuły: | Polecamy: |



